Nigdy nie miałem wątpliwej przyjemności się rozwodzić, jednak sporo nasłuchałem się na temat rozwodów i stwierdzam, że zdecydowanie nie mam ochoty niczego takiego przeżywać. Po pierwsze ludzie przy okazji spraw rozwodowych wyciągają na wierzch najgorsze brudy, a jeśli weszliśmy z naszym niedawnym współmałżonkiem w konflikt, to możemy być pewni, że jego lub jej prawnik na pewno wykorzysta w sądzie to, co wolelibyśmy ukryć. Sam nie jestem kryształowo czysty i uważam, że ludzi kryształowo czystych po prostu nie ma, dlatego niesamowicie drażnią mnie tyrady wygłaszane przez pozujących na autorytety moralne polityków, którzy - jak się potem okazuje - podczas podróży służbowych robią przekręty przy rozliczeniach na paliwo.
Niewątpliwie kancelaria adwokacka zajmująca się rozwodami to niezły interes - ludzie rozwodzili się, rozwodzą i będą się rozwodzić i prawdopodobnie po wsze czasy będą próbowali podczas tych rozwodów jak najwięcej dla siebie ugrać. Nie mam pojęcia, ile zarabiać musi adwokat specjalizujący się w rozwodach, ale nieśmiało przypuszczam, że niemało. Mam nawet kolegę, który studiuje prawo i wybrał taką właśnie specjalizację, jednak póki co nie ma jeszcze uprawnień, więc zagadnienie zna wyłącznie teoretycznie.
Mam idealny sposób na to, żeby uchronić się przed niedogodnościami, z którymi wiązałby się ewentualny rozwód. Mianowicie: zamierzam się nie żenić. Na szczęście moja dziewczyna nie nalega na ślub. Jesteśmy już ze sobą ponad pięć lat i wszystko wskazuje na to, że spędzimy ze sobą resztę życia, ale związki mają to do siebie, że ich dynamika się zmienia i to, co dziś wygląda dobrze jutro, pojutrze lub za miesiąc może się dokumentnie popsuć i że nagle nie będziemy mogli na siebie patrzeć.